Należy jak najszybciej do języka polskiego importować jak najwięcej obcych słów.
Jest to zadanie oczywiste, ponieważ do tej pory jesteśmy mistrzami świata w tej dziedzinie, przyciągamy rekordową ilość zagranicznych słów i bijemy się już właściwie sami ze sobą.
Na początku dane.
"W oficjalnym zasobie słownikowym języka polskiego zapożyczenia stanowią około 26,2% wszystkich wyrazów. Szacuje się, że w ogólnej polszczyźnie (wliczając dawne, całkowicie spolszczone słowa) wpływy zewnętrzne mogą obejmować nawet kilkadziesiąt procent całego leksykonu."
"Biorąc pod uwagę standardowe słowniki języka polskiego, które notują około 130–150 tysięcy haseł, słów o pochodzeniu obcym jest w nich ponad 35–40 tysięcy."
- Język francuski: ok. 5,9 tys. słów (np. fryzjer, taboret, szofer).
- Łacina: ok. 5,8 tys. słów (stanowią aż 36,3% wszystkich historycznych zapożyczeń; np. dokument, data, sekunda).
- Język grecki: ok. 4,1 tys. słów (głównie terminologia naukowa).
- Język angielski: ok. 3,6 tys. słów zarejestrowanych w słownikach tradycyjnych (ale ich liczba w żywej mowie lawinowo rośnie).
- Język niemiecki: ok. 3 tys. słów (np. dach, ratusz, warsztat).
- Język włoski: ok. 1,2 tys. słów (np. balkon, makaron, kalafior)."
"Tempo współczesne (XXI wiek) – Skala roczna
- Od kilkuset do ponad 1000 nowych słów rocznie: Tyle neologizmów i zapożyczeń (głównie z języka angielskiego) pojawia się w polskiej przestrzeni publicznej, internecie oraz korpusach językowych."
Jest więc dobrze, bardzo dobrze, czasem nawet dostatecznie.
Są duże ilości, jest tempo, którego nie osiągnie obecnie żaden kraj ani naród.
Zamiast więc powtarzać wyświechtane "... Swego nie znacie", odwróćmy to o 360 stopni i powiedzmy jasno - Swoje chwalicie, cudzego nie znacie!
Nikt nas za to nie skrytykuje, jeszcze nas za to pochwalą. Bierzmy już nie na kilogramy tylko na tony, już nie tylko od Francuzów, Amerykanów i Anglików, ale od Łotyszy, Litwinów, Estończyków i Węgrów, bierzmy z Suahili i Korei. Tam są jeszcze wielkie rezerwy i import będzie stosunkowo szybki i tani. W skrajnych przypadkach dodajmy sobie litery lub znaki, które będą potrzebne do użycia tamtejszych pięknych słów.
Bo skoro już mamy co trzecie słowo z zagranicy, to co nam się może stać?
Czy ktoś tego chce czy nie, Polska była, jest i będzie multi-kulti, zanim to było, jest czy będzie modne.
Może być tylko lepiej.
Zacznijmy jednak na początku bardzo delikatnie, żeby pokazać jak wiele możemy zyskać choć przez jedno siedmioliterowe słowo, którego do tej pory nie mieliśmy.
Mianowicie portugalskie saudade.
Wg próby definicji to:
"Portugalskie słowo saudade nie ma jednego, dosłownego odpowiednika w języku polskim, ale najbliżej opisują je pojęcia takie jak głęboka tęsknota, nostalgia, melancholia oraz zaduma nad przemijaniem. Jest to unikalny stan emocjonalny, który łączy w sobie smutek z powodu straty lub nieobecności z jednoczesną wdzięcznością i miłością za to, co minęło."
Przecież saudade czuł Jurand ze Spychowa i Bohun, czuliśmy to przy Janku Muzykancie i przy Lalce, a nawet przy Znachorze.
Szkoda więc, że Sienkiewicz, Prus czy Dołęga-Mostowicz nie mogli się nim posłużyć.
Nie skazujmy kolejnych pisarzy na takie cierpienia. Dajmy ludziom możliwości, a efekty przyjdą.
Żeby się szybko nie zachłysnąć to na razie jedno słowo. Potem będzie tylko lepiej.
Możemy sobie na przykład na potrzeby wszystkich naszych opowieści romantycznych pożyczyć z greki osiem słów na określenie kilku odcieni słowa miłość.
Ale po kolei, nie wszystko na raz.
Mamy czas...
Na koniec tego wywodu warto tylko napomknąć o importowaniu bohaterów.
To też nam może wiele dobrego przynieść.
Zacznijmy więc od Zajty z książki Nadżiba Mahfuza "Hamida z zaułka Middak".
Zajta to sadystyczny esteta — ktoś, kto łączy brutalność z dziwnym poczuciem „rzemiosła”.
-
Typ: skrajny antybohater
-
Charakter: zimny, wyrachowany, cierpliwy
-
Relacja ze światem: gardzi ludźmi, ale jednocześnie potrzebuje ich jako „materiału”
-
Paradoks: żyje w brudzie i biedzie, ale jego sposób myślenia jest niemal artystyczny
-
Motywacja: kontrola i dominacja — nie pieniądze same w sobie, tylko władza nad cudzym losem
-
Największa przyjemność: obserwowanie skutków swoich działań (cierpienie jako „efekt pracy”)
Comments
Post a Comment